Tak, za niecałą chwilę będę tańczyć salsę w Havanie. Nasz wyjazd dosłownie rozniósł się pocztą pantoflową po mieście. Każdy kto ma rodzinę na Kubie, bądź innych bliskich miał nam do przekazania przesyłkę. Jeszcze wczoraj przyjechał do nas Kubańczyk, wręczając dosłownie wór z Ikei pełen części do fiata 126p. ( lusterka, znaczki, wycieraczki,kołpaki, uszczelki i mnóstwo elementów szerzej mi nieznanych.Oprócz tego wieziemy korespondencję, która może nie dotrzeć.
Doradzono nam zabranie ze sobą rzeczy,którymi możemy uszczęśliwić mieszkańców Kuby.Zatem bierzemy 16 kg prezentów zawierających odpowiednio: 1 kask motocyklowy, 7 koszulek męskich, 4 koszulki damskie, 8 bransoletek, 8 cieni do powiek, 12 szminek, 3 tusze do rzęs, 15 lakierów do paznokci, karty do gry, 6 paczek pisaków dla dzieci, 5 zestawów kredek świecowych, kredki do ust, do malowania oczu, farby plakatowe i akwarelowe, notesiki, 30 długopisów, 20 par kolczyków, 3 wisiorki,oraz 7 pierścionków z Rossmanna, perfumy oraz używane telefony komórkowe oraz uwaga uwaga,deficytowy towar na Kubie czyli gąbki do naczyń,aha… zapomniałam jeszcze o polskich czekoladach i kilogramie wedlowskich Michałków. Nie pytajcie jak się zmieściliśmy….
Czuję wewnętrzne zadowolenie i już widzę uśmiechnięte twarze Kubanek, które w podzięce otrzymują lakiery do paznokci, radujące się na widok pisaków i kredek dzieci. Niesamowicie się czuję.
Ale czuję również niepokój. Boję się, że czegoś zapomnę, a na miejscu raczej nie dokupię.
Ta historia jest już ciekawa,jeszcze zanim się zaczęła. Tylu Kubańczyków czeka na nas na miejscu, jak byśmy byli znanymi gwiazdami. Zanim wyjechałam, nawiązałam kontakty z miejscowymi lokalsami, którzy oferowali swoją pomoc np. w zamian za wyżej wymienione części do malucha, lub za kask motocyklowy. Jeszcze chwila i będę sączyć mohito, bądź małe „kłamstewko” zwane potocznie CUBA LIBRE. Ucieknę z zmarzniętej ojczyzny, by bezwstydnie korzystać z słońca, jadę spełnić swoje największe marzenie…. i niczym Halle Barry wynurzę się z karaibskiego morza. Wiem, że zostawię tam swoje serce i już zawsze część mnie będzie odczuwać Saudade za Kubą, bo już je odczuwam….a jeszcze nie wyjechałam.
No nic, czas się żegnać.
Chan, chan
Adios!