Pierwsze chwile w Brazylii przywołują wspomnienie pięknego zapachu egzotycznych roślin. Wilgoć w powietrzu niesie ze sobą zapach lasu równikowego, kwiatów, ziemi. Wylądowaliśmy w RIO, w długich rękawach i koszulkach termicznych. Rio-wielomilionowe miasto, porośnięte dziką roślinnością, jest wspaniałe. Choć to metropolia, pełna slumsów, roślinność dominuje dosłownie na każdym kroku. Z każdej urwanej płytki chodnikowej wyrasta dumnie roślina. Drzewa, są wszędzie i pełnią rolę naturalnej klimatyzacji miasta. 5 dni idealnie wystarczy na dokładne poznanie RIO w leniwym tempie. Powiem nawet, że można by było poświęcić na to miasto 3-4 dni, ale 5 jest optymalnie, kiedy się jedzie z dzieckiem. W styczniu w Brazylii prócz 40 stopniowych upałów, można spodziewać się też deszczy. Nie są to ulewy, ale codziennie przez chwilę pada i jest pochmurnie. Rio jest bardzo rozległe, nie ma centrum , placu, starówki, gdzie skoncentrowane jest całe życie. Mnóstwo atrakcji rozsianych jest w zupełnie innych częściach miasta. Obowiązkowym punktem jest Głowa Cukru, Corcovado i dla mnie Escadaria Selaron moja ulubiona atrakcja.
Widok z Corcovado jest naprawdę nie do opisania. Każde użyte słowo, nawet te najpiękniejsze, niegodne byłoby opisu piękna panoramy z Corcovado. Uważam, że Rio to chyba najpiękniej położone miasto , które widziałam.
Jednym z moich ulubionych miejsc Rio są również Escadaria Selaron- 215 stopniowe kolorowe schody. Atmosfera tego miejsca jest cudna. Muzyka, klubiki, knajpki, małe stoiska serwujące Caipirinię za piątkę, spowodowały, że co wieczór lądowaliśmy na schodach popijając słodką Caipirinię i soki z Marakui.
Plaże... Nie wiem ile dokładnie plaż ma Rio, ale z Corcovado widać ich conajmniej 10. Najsłynniejsza Copacabana i ponoć najpiękniejsza Ipanema, najsłynniejsze, rywalizujące ze sobą od lat o miano tej najlepszej.
Każda ma swoich fanów, ja osobiście wolę Copacabanę, spokojniejsza woda, widok na głowę cukru, symbol Rio... i wieczorna atmosfera.